Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1214 postów 957 komentarzy

„Dlaczego nie zagłosuję na Konfederację”

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Katarzyna Treter-Sierpińska – Dlaczego nie zagłosuję na Konfederację.

 

Od kilku dni tłumaczę moim rozmówcom na Twitterze, dlaczego w wyborach parlamentarnych nie zagłosuję na Konfederację, chociaż głosowałam na to ugrupowanie w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Jeszcze kilka dni temu byłam zdecydowana oddać głos na Konfederację również 13 października. Niestety, stało się coś, co sprawia, że po prostu nie mogę tego zrobić. Ten felieton piszę po to, żeby wyjaśnić, co takiego się stało i dlaczego jest to na tyle ważne, że nie mogę udawać, iż nie ma sprawy i szafa gra.

W sobotę, 21 września 2019, odbyła się konwencja programowa Konfederacji, podczas której wiceprezes partii Korwin, Sławomir Mentzen, poinformował, że przygotował 100 projektów ustaw, które są gotowe do złożenia w Sejmie. Ustawy zostały opublikowane w Internecie, więc postanowiłam sprawdzić, jakie pomysły legislacyjne forsuje jeden z liderów Konfederacji. Gdy dotarłam do projektu nr 57, nogi ugięły się pode mną z przerażenia. Projekt tej ustawy zatytułowany jest „Przywrócenie prawa do budowy elektrowni wiatrowych”. Treść projektu jest bardzo krótka, a jego zasadnicza część brzmi następująco: „Uchyla się ustawę z 20 maja 2016 r. o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych”. W uzasadnieniu napisano: „Uchylana ustawa doprowadziła do całkowitego wstrzymania budowy nowych elektrowni wiatrowych. Zaledwie 0,1% powierzchni Polski spełnia wymogi wprowadzonego limitu odległościowego. Zatrzymanie budowy nowych elektrowni wiatrowych sprawia, że wątpliwe jest wywiązanie się przez Polskę z zobowiązań europejskich dotyczących produkcji energii odnawialnych. Celem ustawy jest przywrócenie stanu prawnego sprzed wejścia w życie ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych. Przewidywanymi skutkami będzie powrót do budowy przez inwestorów elektrowni wiatrowych i zwiększenie produkcji energii ze źródeł odnawialnych”.

Jestem jedną z tysięcy osób, które za rządów PO-PSL walczyły o wprowadzenie ustawy, którą Sławomir Mentzen chce wyrzucić do kosza. Ustawa z 2016 roku, uchwalona przez Prawo i Sprawiedliwość, powstała na skutek protestów ludzi, którym stawiano wiatraki obok domów. Nie mówimy o małych wiatraczkach w ogródku. Mówimy o przemysłowych elektrowniach wiatrowych, czyli 150-metrowych gigantach, które w ramach rozwijania tzw. zielonej energii budowano w odległości 200-500 metrów od domów.

To był horror trwający wiele lat. Deweloperzy wiatrakowi, przychylni im urzędnicy oraz politycy rządzącej koalicji PO-PSL mieli w nosie to, że wiatraki są szkodliwe dla zdrowia osób mieszkających w ich sąsiedztwie. Hałas, infradźwięki, migotanie cienia – takie tortury zafundowano mieszkańcom wsi w imię realizacji wytycznych unijnego pakietu klimatyczno-energetycznego. Jedynym sposobem na zatrzymanie wiatrakowej patologii była ustawa z 2016 roku wyznaczająca minimalną odległość wiatraków od domów jako dziesięciokrotność wysokości elektrowni. Oznacza to ok. 1,5 kilometra i jest to absolutne minimum, ponieważ według zaleceń Ministerstwa Zdrowia, opierającego się na niezależnych badaniach światowych, taka odległość powinna wynosić co najmniej 2-4 km w zależności od wielkości i liczby elektrowni. Ustawa z 2016 roku nie jest więc wyssanym z palca absurdem, ale ratunkiem dla osób, których zdrowie i życie byłoby zagrożone, gdyby lobby wiatrakowe mogło bez przeszkód realizować plan zastawienia Polski elektrowniami wiatrowymi.

Za PO-PSL realizowano ten plan posługując się propagandą o wspaniałej zielonej energii, stosując przekupstwo lub zastraszanie, naginając przepisy, kłamiąc w raportach środowiskowych, warunkach zabudowy i pozwoleniach na budowę. Konsultacje społeczne były fikcją. Ludzie dowiadywali się, że obok ich domów staną gigantyczne elektrownie, gdy na pola wjeżdżał ciężki sprzęt i rozpoczynano kopanie fundamentów. Sądy przyklepywały decyzje wydane z naruszeniem prawa. A Polskę zastawiano niemieckim szrotem, dzięki czemu Niemcy nie musieli martwic się o koszty utylizacji wiatrakowego złomu poddawanego liftingowi i instalowanego u nas.

Dlaczego tak się działo? Gdy nie wiadomo, o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze. Wiatraki to gigantyczny skok na kasę. Ten biznes nie działa bez dotacji, a dotacje dla wiatraków to eldorado dla wszelkiej maści cwaniaków. Pieniądze wyprowadzano nawet na nieistniejące farmy wiatrowe. Mieszkańcom Woli Rafałowskiej udało się zatrzymać budowę wiatraków, ale z PGE wypłynęło ponad 70 milionów złotych wytransferowanych przez spółkę z kapitałem założycielskim wysokości kilku tysięcy złotych. Pieniędzy nie ma, winnych też nie ma. Tak właśnie wygląda wiatrakowy biznes, który na szczęście został zatrzymany ustawą z 2016 roku.

Niestety, okazuje się, że jeden z liderów Konfederacji albo tego nie wie, albo nie chce wiedzieć. Po przeczytaniu projektu ustawy zadzwoniłam do Sławomira Mentzena, żeby zapytać go dlaczego ten projekt znalazł się wśród proponowanych przez niego ustaw. Wyjaśnił, że nie jest jego autorem, ale uważa projekt za słuszny. Powiedział też, że swoich ustaw nie konsultował z członkami Konfederacji.

W związku z tym wyjaśnieniem zaczęłam apelować do władz Konfederacji o zabranie głosu w tej sprawie i publiczne wyjaśnienie, czy popierają likwidację ustawy odległościowej z 2016 roku. Pomimo wielu apeli zamieszczanych w mediach społecznościowych nie doczekałam się reakcji. Prowiatrakowy projekt Sławomira Mentzena nadal jest elementem pakietu ustaw, które pokazał podczas konwencji programowej Konfederacji.

A teraz przejdźmy do argumentów moich rozmówców na Twitterze, którzy przekonują mnie, że należy głosować na Konfederację pomimo prowiatrakowej ustawy Mentzena.

Argument pierwszy– to nie jest program Konfederacji, tylko projekt ustawy Mentzena. Ten argument był właściwy zanim zaapelowałam do władz Konfederacji o zajęcie stanowiska w tej sprawie. Od 24 września piszę o tym na Twitterze i wiem, że Konfederaci o tym wiedzą. Ale milczą. Co to oznacza? Dla mnie sprawa jest oczywista. Lobby wiatrakowe ma wsparcie Konfederacji. A to jest dla mnie nie do przyjęcia.

Argument drugi– Mentzen musiał przedstawić 100 ustaw, bo taki był zakład i nie może teraz nic wycofać, bo przegrałby i musiał zjeść własny but. Argument jest chybiony, ponieważ ustaw jest więcej, a konkretnie 104. Wycofanie ustawy o wiatrakach nie skutkowałoby więc przegraniem zakładu. Natomiast z pewnością rozsierdziłoby lobby wiatrakowe, które najwyraźniej jest dla Konfederacji ważniejsze niż dotychczasowi zwolennicy, którzy z tym lobby walczą.

Argument trzeci– nawet gdyby Mentzen jako poseł złożył taki projekt ustawy w Sejmie, to nie uzyskałby on poparcia innych partii, a Konfederacja przecież nie będzie mieć większości. Argument jest chybiony, ponieważ prowiatrakowa ustawa Mentzena natychmiast uzyskałaby poparcie Koalicji Obywatelskiej, PSL i Lewicy. Być może poparłoby ją też Prawo i Sprawiedliwość, które już poszło na rękę lobby wiatrakowemu nowelizując w 2018 roku część zapisów ustawy z 2016 roku, a nawet przymierzało się do zniesienia minimalnej odległości. PiS wycofał się z tego pomysłu dopiero pod wpływem pism z protestami od stowarzyszeń walczących z wiatrakami i po krytyce w mediach społecznościowych oraz na portalach stopwiatrakom.eu i wPrawo.pl. To uświadomiło politykom PiS, że mogą utracić poparcie znacznej części elektoratu jeśli zniosą wymóg minimalnej odległości wiatraków od domów wprowadzony w 2016 roku. Ale czy będą przejmować się tym po jesiennych wyborach?

Argument czwarty– Mentzen jest wolnościowcem, a projekt jego ustawy zapewnia swobodę działalności gospodarczej. Argument chybiony, ponieważ zastawienie Polski wiatrakami nie jest działalnością gospodarczą, lecz realizacją planu klimatycznych oszołomów i zielonym skokiem na kasę. Podkreślam, że nie chodzi o małe wiatraczki, które każdy może sobie postawić w ogródku. Chodzi o przemysłowe elektrownie wiatrowe, które nie tylko są szkodliwie dla zdrowia osób mieszkających w ich sąsiedztwie, ale również destabilizują polską energetykę, uzależniają nas od zagranicznej technologii i są jednym z filarów oszukańczego przedsiębiorstwa „globalne ocieplenie”.

Argument piąty– są ważniejsze sprawy niż wiatraki, więc nie należy mącić przed wyborami, tylko głosować na Konfederację, a czas na dyskusję będzie później. Argument jest kuriozalny. Przecież głosuje się na polityków, którzy deklarują, że będą realizowali postulaty, z którymi się zgadzamy, a nie te, którym jesteśmy przeciwni. Mam głosować na ugrupowanie, które w tak ważnej sprawie jak bezpieczeństwo energetyczne już przed wyborami pokazuje mi, że popiera poroniony pomysł wiatrakowania Polski? Musiałabym być niespełna rozumu, żeby liczyć na jakieś dyskusje po wyborach. Każdy, kto sprzyja lobby wiatrakowemu, działa na niekorzyść Polski i Polaków. Sprawa jest zbyt ważna, żeby ją lekceważyć.

Argument szósty –ale to tylko jedna ustawa! Wszystkim, którzy używają tego argumentu wyjaśniam, że ta jedna ustawa jest ważniejsza niż większość pozostałych. Czy gdyby Mentzen zaproponował ustawę zezwalającą na realizację żydowskich roszczeń do mienia bezspadkowego, to też pojawiłby się argument „ale to tylko jedna ustawa”?

Argument siódmy– na listach Konfederacji jest wiele osób, więc nie musi Pani głosować na Mentzena. Argument miałby sens, gdyby nie to, że każdy głos oddany na listę Konfederacji zwiększa szanse wejścia do Sejmu osoby, która chce złożyć projekt likwidujący ustawę, o którą walczyłam. Przypominam: Konfederacja milczy w sprawie tego projektu. Nie mam żadnej gwarancji, że po wyborach posłowie Konfederacji będą przeciw zastawianiu Polski wiatrakami. Wprost przeciwnie. Mam prawo podejrzewać, że prowiatrakowy projekt Mentzena zostanie złożony, będzie procedowany i zostanie przyjęty. Ja do tego ręki nie przyłożę.

Polsce potrzebne jest silne ugrupowanie prawicowe. Ale nie może to być ugrupowanie, w którym jeden z liderów działa na rzecz zastawienia Polski wiatrakami pod dyktando Unii Europejskiej i klimatycznych oszołomów. Nie może to być ugrupowanie, w którym nie konsultuje się projektów ustaw, a następnie milczy, gdy jeden z liderów prezentuje projekt ustawy sprzeczny z polskim interesem. Nie może to być ugrupowanie, które żyruje projekt ustawy zagrażającej polskiej suwerenności energetycznej. Dlatego nie będę głosowała na Konfederację w jesiennych wyborach parlamentarnych. Nie mogę wspierać ugrupowania, którego postulatem jest wyrzucenie do kosza ustawy, o którą walczyłam wiele lat. Na kogo więc zagłosuję? Na nikogo. Po prostu nie pójdę na wybory".

 

 

Katarzyna Treter-Sierpińska

 

Źródło: https://wprawo.pl/2019/10/02/katarzyna-ts-dlaczego-nie-zaglosuje-na-konfederacje/

KOMENTARZE

  • Katarzyna Treter-Sierpińska
    Szanuje
  • @
    Watykan jak już kupi ziemię, to będzie musiał na niej przeprowadzić dochodową inwestycję. Elektrownie wiatrowe są jakby stworzone do tego. A co ich tam obchodzą jakieś dźwięki infra czy ultra, albo migotanie cienia, gdy liczy się kasa i kasa brzęczy.
    A jak się głosuje na Bosaka to tak jakby się głosowało na.. krzyżaka.
  • @KTS
    100 ustaw Mencena = program wyborczy KO.
    Trzeba czymś zapełnić pustkę. No sorry.

    Każdy, kto ma minimum realizmu w głowie, wie, że one w obecnym układzie sił nie są do zrealizowania.

    A jeśli Konfederacja za lat 15,20,25 dojdzie do władzy, ustawy Mencena z 2019 r. przegniją do imentu i użyźnią obrzeża internetu, wraz z nieaktualną wersją przeglądarki Google Chrome.

    Zbyt dosłownie traktuje Pani projekty ustaw. One są bez znaczenia. Fakt, że one są absolutnie pozbawione znaczenia, potwierdził sam autor, przyznając, że z nikim ich nie konsultował.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031