Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1371 postów 1049 komentarzy

KL WARSCHAU - PAMIĘTAMY!

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Jak co miesiąc 9 sierpnia 2020 roku została odprawiona msza w kościele św. Stanisława Biskupa Męczennika na Woli przy ul. Bema 73/78 . Modlono się za 200 tys. Polaków pomordowanych w Niemieckim obozie zagłady KL Warschau w latach 1942-1944.   

 

Po mszy Pielgrzymka Pamięci przeszła do społecznego pomnika KL WARSCHAU przy Skwerze Alojzego Pawełka. Przy pomniku odmówiono modlitwy.

Obóz zagłady KL Warschau funkcjonował i został założony przez Niemców na podstawie trzech rozkazów Himlera: z 9.10.1942, 16.02.1943 oraz 11.06.1943 r.

 

Działał dwa lata, w okresie między główną likwidacją Getta Warszawskiego jesienią 1942 r. a Powstaniem Warszawskim. KL Warschau był kompleksem złożonym z pięciu lagrów, zlokalizowanych w trzech dzielnicach Warszawy. Jeden z nich położony był na Kole, kolejne dwa w Warszawie Zachodniej w okolicy dworca kolejowego (między ul. Mszczonowską, Armatnią i Bema oraz przy ul. Skalmierzyckiej) i wreszcie czwarty oraz piąty lagier położony był na terenie zlikwidowanego getta (jeden między ul. Zamenhofa, Okopową, Ostrowską i Wołyńską wzdłuż Gęsiej, zaś drugi przy ul. Bonifraterskiej).

Poza tym w skład kompleksu obozowego wchodziły: dawne więzienia wojskowe przy ul. Gęsiej róg Zamenhofa, wiezienie Pawiak przy ul. Dzielnej włączone do KL Warschau rozkazem Himmlera z 11.07.1943 r. oraz podobóz dla Żydów usytuowany pomiędzy ul. Nowolipie i Nowolipki. Przebywali w nim cudzoziemcy przywiezieni przez Główny Urząd gospodarki i Administracji SS jako siła robocza do rozbiórki zburzonego getta oraz do budowy obozu. Byli to Żydzi, Grecy, Węgrzy, Rumuni i Włosi, pochodzący z innych obozów koncentracyjnych.

Wszystkie lagry połączone były między sobą wewnętrzna obwodnicą kolejową, włączona do torów ogólnych na odcinku Warszawa zachodnia – Warszawa Gdańska. Wszystkie lagry tworzyły zwarty kompleks podległy jednemu kierownictwu, jaki zajmował obszar ok. 120 hektarów. Znajdowało się w nim 111 baraków, w których łącznie mogło się jednorazowo pomieścić 40 tysięcy więźniów. Była to pojemność jednorazowa, przez którą przechodziły kolejno całe transporty mieszkańców Warszawy i okolic, z łapanek, obław i aresztowań, przez pełny okres 2 lat funkcjonowania obozu.

W czerwcu 1939 r. „wódz” niemiecki Adolf Hitler zaakceptował Plan Pabsta, całkowitego zniszczenia Warszawy i wymordowania jej ludności. Na odprawie wojennej na tydzień przed atakiem na Polskę powiedział:   Wydałem rozkazy (…) zabijania bez litości i bez pardonu wszystkich mężczyzn, kobiet i dzieci – polskiej rasy i języka. Temu celowi miał służyć założony w Warszawie przez Niemców obóz zagłady – KL Warschau.

Ludobójczy plan wymagał do swojej realizacji rozwiązań systemowych – urządzeń masowej zagłady i całej zbrodniczej infrastruktury. KL Warschau takie urządzenia posiadał. Były nimi komory gazowe i krematoria. Komory gazowe urządzili hitlerowcy już jesienią 1942 r. w zaadoptowanym na ten cel tunelu (w rzeczywistości był to dwupasmowy przepust pod torowiskiem) w ciągu ul. Bema przy dworcu Warszawa zachodnia. W komorach gazowych istniały warunki do zabijania po kilkaset osób jednorazowo. Dla spalania zwłok zamordowanych pobudowano krematoria na terenie lagrów w byłym getcie.

Policja niemiecka przeprowadzała na mieście łapanki ludzi do obozów. Tu po krótszym, lub dłuższym pobycie kierowano transporty na egzekucje. Mordów dokonywali esesmani obozowi wspólnie z esesmanami formacji policyjnych pozostających w strukturze dowódcy SS i policji. Zwłoki zamordowanych spalało specjalne obozowe SS-Leichen-verbrennungskommando,nadzorowane bądź przez esesmanów z obozu, bądź przez esesmanów policyjnych z batalionu III/SS-Polizei Regiment 23.

Mordy w tunelu przy dworcu Warszawa Zachodnia dokonywane były jeszcze w czasie Powstania Warszawskiego – do 8.08. 1944 r., kiedy to wskutek interwencji Rządu Polskiego w Londynie przybyła komisja Międzynarodowa Czerwonego Krzyża i odtąd mordów w tunelu zaprzestano.

Więźniów KL Warschau rozstrzeliwano również masowo w lagrze na Kole,na terenie lagru w byłym getcie oraz na ulicach Warszawy. W głębi lasku na Kole znajdował się obiekt w kształcie dużej litery „T” i towarzyszyły mu budynki. Był to „obiekt śmierci”, do którego wewnętrznymi ścieżkami leśnymi doprowadzano „polskich niewolników” z lagru, a niekiedy osoby wprost a miasta i w tym obiekcie ich likwidowano.

Na terenie byłego getta przy ul. Bonifraterskiej odbywały się codzienne masowe egzekucje Polaków. W b. getcie było krematorium przy ul. Gęsiej26 do spalania ok. 200 zwłok w ciągu doby oraz krematorium zaadoptowane w pomieszczeniach pożydowskiej fabryki przy ul. smoczej na kilkaset zwłok i krematorium z jedno paleniskowym piecem wewnątrz gmachu dawnego więzienia wojskowego. Ponadto działały spalarnie zwłok na otwartym powietrzu, były to stosy układane z drewna i polewane benzyną, na które wrzucano zwłoki i je palono. Stałe spalarnie zwłok znajdowały się w miejscach stałych rozstrzeliwań w podwórcach posesji: Nowolipki 25/31 oraz boisko „Skry” przy ul. Okopowej, naprzeciwko obozu (ul. Pawiej i Gęsiej, dziś ul. Dzielnej i Anielewicza).

Jak co miesiąc 9października2019 r. po mszy św. w kościele św. Stanisława Biskupa Męczennika przy ul. Bema 73/78 na Woli, przeszła Pielgrzymka Pamięci 200 tys. Polaków pomordowanych w Niemieckim obozie zagłady dla Polaków KL Warschau.

 

Link do filmu z miesięcznicy 9.08.2020 r.:

https://www.youtube.com/watch?v=N5kKHJTNJxA&t=101s

 

 

KOMENTARZE

  • Mało o tej zbrodni pamięta!!
    A powinna być chwila Święta
    By czcić mordowanych przez niemców
    Nie ludzi, lecz złego odmieńców
    Pozdrawiam
    Szczęść Boże
  • 5 * * * * * 5
    Sześć osób przypomina ten straszny obóz zagłady, co się stało z Polakami ?
    Nie chodzi tu o rząd czy polityków bo tam nie uświadczymy Polaków.

    Tylko o Polaków ludność Warszawy. Czy Warszawiacy mają tak już sprane mózgi że nie poczuwają więzi z wymordowanymi przez Niemców Polakami ?.

    Na kaczora miesięcznicę masowo łazili jak jakieś nawiedzone dewoty a by zaoalić znicze o położyć kwiaty ofiarom zamordowanym przez niemieckiego okupanta i to często w bestialski sposób to cisza to tylko o tym pamięta 6 osób !!!

    Co się z Polakami po 89 roku dzieje ??? Czy wszyscy w mieście liczącym 1.700.000, tak milion siedemset tysięcy mieszkańców zżydzieli ??? !!!

    I nie ma tam Polaków !
  • @Monaco 12:04:35
    Tak, to smutne, że zamiast coraz liczniejszej grupy uczestników, widzimy garsteczkę osób w podeszłym wieku, którym jest coraz trudniej chodzić, ale ich serce i obowiązek wobec 200 tysiącom Polaków pomordowanych w KL Warschau nie pozwala na zapomnienie tej strasznej zbrodni. To tylko jeden dzień w miesiącu, jeśli ktoś nie chce, lub nie może, to niech przyjdzie chociaż po mszy na Pielgrzymkę Pamięci i przejście do społecznego pomnika na skwerze Alojzego Pawełka. Nie dajmy temu umrzeć śmiercią naturalną.
  • Obojętność na losy Polski i Polaków to dzieło żydowskiej propagandy trwającej od 1989 roku.
    " W czerwcu 1939 r. „wódz” niemiecki Adolf Hitler zaakceptował Plan Pabsta, całkowitego zniszczenia Warszawy i wymordowania jej ludności. Na odprawie wojennej na tydzień przed atakiem na Polskę powiedział:  Wydałem rozkazy (…) zabijania bez litości i bez pardonu wszystkich mężczyzn, kobiet i dzieci – polskiej rasy i języka. Temu celowi miał służyć założony w Warszawie przez Niemców obóz zagłady – KL Warschau."

    Czy obecnie ludzie już całkiem stracili poczucie wspólnoty i współczucia ?
    Dla Polaków zamordowanych przez Niemców !

    Czy w szkołach jest tylko jadowita propaganda anty Rosji i tuszowanie zbrodni upa ? Oraz niekończące się ubolewanie nad Żydami w Polsce w której po wojnie żydzi w aparacie UB tacy jak ten morderca Józef Światło, pierwotnie Izaak Fleischfarb wydawali wyroki śmierci i mordowali Polakòw !!!

    ' Znany był z osobistego uczestnictwa w przesłuchaniach aresztowanych z użyciem siły oraz w obławach i pacyfikacjach. Odegrał decydującą rolę w najważniejszych zatrzymaniach oraz aresztowaniach tamtego okresu '.

    Wiki...

    " Światło został w 1948 roku zwerbowany przez brytyjski wywiad MI6 i przekazany operacyjnie wywiadowi amerykańskiemu OSS, poprzednikowi CIA, kierowanemu przez Allena Dullesa[14]. Odegrać miał kluczową rolę w operacji Splinter Factor, w ramach której służby zachodnie skompromitowały w oczach służb komunistycznych Noela Fielda i spowodowały duże zamieszanie i procesy m.in. Rajka na Węgrzech, Slanskiego w Czechosłowacji i aresztowanie Gomułki w Polsce. Józef Światło zameldował swoim zachodnim mocodawcom pojawienie się Fielda w Polsce, brał udział w podrzucaniu i rozpowszechnianiu materiałów sugerujących działalność agenturalną Fielda na rzecz Zachodu. Po śmierci Stalina operacja Splinter Factor została zakończona. Józef Światło postanowił zabezpieczyć się, uciekając na Zachód."


    Nawet tu na Neon24, brak zainteresowania ze strony blogerów.
  • @ewinia 12:27:24
    "serce i obowiązek wobec 200 tysiącom Polaków pomordowanych w KL Warschau nie pozwala na zapomnienie tej strasznej zbrodni"

    To jest fałszywy mit.

    "W 2017 roku opublikowano wyniki badań prowadzonych przez Zygmunta Walkowskiego. Przeprowadzona przezeń analiza tysięcy zdjęć lotniczych Warszawy – w tym zdjęć wykonanych podczas wojny przez Luftwaffe i odnalezionych w amerykańskich archiwach – wykazała, że KL Warschau był ograniczony do rejonu ul. Gęsiej, natomiast w okolicach Dworca Zachodniego, Fortu Bema i Lasku na Kole nie było żadnej infrastruktury obozowej. Walkowski udowodnił m.in., że tunel przy Dworcu Zachodnim był w czasach okupacji otwarty dla ruchu, a dwa stojące nad nim ceglane cylindry – służące rzekomo do wtłaczania cyklonu B – zostały wybudowane dopiero w latach 70. Z jego analizy wynika ponadto, że podczas okupacji mieszkańcy Warszawy mieli swobodny wstęp do Lasku na Kole, znajdujące się tam baraki zostały wybudowane jeszcze w latach 30., a rzekoma „ściana śmierci” – dopiero w 1972 roku"
  • @Pedant 12:37:16
    Bardzo Pana/Panią proszę o zaproszenie pana Zygmunta Walkowskiego na kolejną miesięcznicę tj 9 września -wtorek- na godz. 18:00 do kościoła lub na sam przemarsz ok. godziny 19:00, będzie miał możliwość skonfrontowania swojej wiedzy na ten temat i uświadomienie taj garstki starszych osób o swoich badaniach. Jako Polak wiedzący o tym obozie i jego praca " ....wykazała, że KL Warschau był ograniczony do rejonu ul. Gęsiej, natomiast w okolicach Dworca Zachodniego...." Powinien jako badacz znający problem, upamiętnić śmierć 200 000 Polaków głównie Warszawiaków wyłapanych z ulic Warszawy. Niech powie to żyjącym jeszcze świadkom historii że było inaczej. "Przeprowadzona przezeń analiza tysięcy zdjęć lotniczych Warszawy – w tym zdjęć wykonanych podczas wojny przez Luftwaffe i odnalezionych w amerykańskich archiwach " to nie jest dowód, są świadkowie i spisane przez nieżyjące już osoby zeznania. To są dowody !
  • @Pedant 12:37:16
    Fałszywy to jest pan Zbigniew Walkowski. Jego zadaniem jest mataczenie, wymazanie z pamięci, żeby przede wszystkim ludzie młodzi nie mieli pojęcia o historii minionej, autentycznej historii i o faktach.
    To sędzia Pani Maria Trzińska zajmowała się przez 30 lat tym tematem, włożyła w to ogromny wkład kosztem własnym,własnymi wydatkami. Zebrała wiele dokumentów. IPN, prokuratura, ani żadna inna instytucja chciała się tym tematem zająć.
    Pani sędzia była mobingowana, prześladowana, zabierano jej klucze do szafy z dokumentami, dokumenty ginęły i giną do tej pory. Miała ponad 300 świadków, których zeznania były wysłane do IPN. Miała wiele oryginalnych dokumentów, które dowodziły, że Polacy byli poddawani masowej zagładzie. Wyniki swoich badań w 1995 roku przekazała do niemieckiej prokuratury w Monachium. Wydała też książkę „Obóz zagłady w Centrum Warszawy KL Warschau” w której opublikowała te dokumenty.

    Sędzia Maria Trzińska próbowała przełamać zmowę milczenia na temat KL WARSCHAU.
  • @ewinia 15:16:17
    Dziękuję że walczysz, tak trzymaj koleżanko. Prawda musi się przebić bo inaczej utoniemy w g....e.
  • @chabor 14:23:48
    "to nie jest dowód, są świadkowie i spisane przez nieżyjące już osoby zeznania. To są dowody !"

    Trzeba być ostrożnym. Nie tak dawno, w środku Europy, w obecności tabunów dziennikarzy były ogromne obozy gwałtu i zagłady w Jugosławii, winni byli oczywiście Serbowie. Gdzie są te obozy teraz? Rozpłynęły się w powietrzu?

    Szantażem moralnym i pseudo-patriotycznym prawdy się nie ustanawia. Zresztą czy o prawdę tutaj chodzi?
  • @Pedant 15:45:04
    Jeśli jest Pan taki ostrożny to wystarczy wpisać w google hasło ul. Skalmierzycka znajduje się mapa z 1958 roku oraz taki opis :

    " Dziś jest to prawie centrum Warszawy, w dzielnicy Ochota. W latach trzydziestych XX w. planowano przedłużenie ulicy Aleje Jerozolimskie w kierunku zachodnim od Placu Zawiszy do Dworca Zachodniego. Nowe odcinki tego traktu miały przejąć nazwy ulic tam istniejących, a więc byłyby to ulice: Edwarda Szpeka, Skalmierzycka (do ulicy Bema) i dalej ulica Kołomyjska. Wybuch kolejnej wojny światowej wstrzymał jednak przebudowę tego rejonu stolicy. Właśnie w tej części miasta okupant niemiecki zlokalizował obóz zagłady KL Warschau, a przy ulicy Skalmierzyckiej powstał obóz nazywany Lager III, składający się z 32 baraków mieszczących każdy po 600 więźniów, łącznie było więc tam 18 tys. więźniów. Teren obozu rozciągał się od ulicy Bema i ulicy Skalmierzyckiej do Dworca Zachodniego i istniał od marca 1943 roku aż do wybuchu powstania warszawskiego. Zasadniczym celem KL Warschau było planowe zmniejszenie liczby mieszkańców Warszawy do 500 tys. Powstały tu komory gazowe i krematoria, a zadania ludobójcze realizowały formacje policyjne niemieckie, ukraińskie i łotewskie. Kres istnienia obozu przyniósł wybuch powstania warszawskiego zakończonego 2 października 1944 roku. Wraz z tą datą ulica Skalmierzycka stała się częścią trasy śmierci dla tysięcy warszawian zmierzających tą ulicą w niemym pochodzie do obozu przejściowego w Pruszkowie, skąd dalej wywożono ludność cywilną do obozów planowej zagłady, m in. do Oświęcimia. Po zakończeniu wojny przy ulicy Skalmierzyckiej powstała stacja kolejowa Warszawa Zachodnia oraz przebiegała trasa Warszawskiej Kolei Dojazdowej. Taki stan urbanistyczny utrzymywał się do początku lat siedemdziesiątych XX wieku, kiedy to przystąpiono do rozszerzania granic miasta w kierunku zachodnim. Jedną z ważniejszych ulic miasta – Aleje Jerozolimskie – znacznie przebudowano i wydłużono do zachodnich granic Warszawy. Nowa trasa tej ulicy pokryła w całości ulicę Skalmierzycką, kładąc jednocześnie kres jej istnienia. Dziś szukając śladów Skalmierzyc w Warszawie należałoby pospacerować Alejami Jerozolimskimi w rejonie stacji kolejowej Warszawa Zachodnia, przystanku Warszawskiej Kolei Średnicowej i ulicy Kopińskiej oraz wrócić wspomnieniami do czasu, kiedy o przygranicznych Skalmierzycach w stolicy pamiętano.
    "
  • @chabor 17:30:21
    "Jeśli jest Pan taki ostrożny to wystarczy wpisać w google hasło ul. Skalmierzycka znajduje się mapa z 1958 roku oraz taki opis"

    Pan nie raczył podać linku ale znalazłem:

    https://infostrow.pl/historia/glowna-ulica-warszawy-kiedys-nazywala-sie-skalmierzycka/cid,79302,a

    Dygresje, mapy z innych lat i twierdzenia że był wielki obóz. Bez bibliografii.

    Nie wszystko co napisane, jest prawdą. Może lepiej na wnuczka?
  • @chabor 17:30:21
    Znalazłem więcej:

    https://www.timesofisrael.com/wikipedia-page-on-fake-warsaw-concentration-camp-was-15-year-hoax-report/

    Tu jest omówienie, z odsyłaczami:

    https://en.wikipedia.org/wiki/Warsaw_concentration_camp:

    Extermination camp conspiracy theory

    Tunnels at Warszawa Zachodnia station, the second tunnel from the left is the supposed site of a giant gas chamber used to exterminate non-Jewish Poles

    Despite basic research being available on the camp,[13][25] a legend[13] or conspiracy theory[3] developed in Poland around the camp.[3][13] This was first advanced by judge and author Maria Trzcińska in the 1970s and is promoted by Polish nationalists who argue that Poles suffered a Holocaust during World War II, called by some supporters "Polocaust". The legend/conspiracy theory claims that the camp was much larger, and functioned as an extermination camp for the non-Jewish population of Warsaw, killing 200,000 mainly non-Jewish Poles. The alleged killing used a giant gas chamber supposedly constructed in the Józef Bem Street [pl] tunnel (near Warszawa Zachodnia station).[3] By promoting a theory that the Germans constructed a gas chamber to kill non-Jews, coupled with the killing of as many as 200,000 additional victims of the Warsaw Uprising (for a total of 400,000 non-Jewish victims in Warsaw), supporters of the theory attempt to create a parity between Jewish and non-Jewish Poles which would make the Holocaust less unique.[3]

    The nationalist daily Nasz Dziennik has promoted this conspiracy theory and the camp as a symbol of Polish martyrdom, advocating introduction of material to school curricula and the construction of a museum. Unlike other concentration camps that are extensively covered in historical literature (e.g. the Auschwitz concentration camp), the Warsaw concentration camp is nearly absent in mainstream historiography, allowing Nasz Dziennik to break ground on a "new continent".[26]

    In 2010 the Institute of National Remembrance (IPN) commissioned a report from historian and aerial photography specialist Zygmunt Walkowski. Walkowski states that his report, seven years in the works, thoroughly refutes all aspects of the conspiracy theory; as of 2020 the IPN is yet to publish it, and continues to refer to earlier work by Bogusław Kopka. Subsequent to his report, Walkowski has received anonymous threats to his life.[27][28]

    Havi Dreifuss, Jan Grabowski and Gideon Greif relate the conspiracy theory to government intervention in the field.[clarification needed][29][30] Historian Daniel Blatman sees the gas chamber story as Holocaust denial: "one of numberless stories that Holocaust deniers around the world are posting online".[31]

    An English Wikipedia article about the Warsaw concentration camp was first drafted in 2004 and presented Trzcińska's research as a mainstream view for 15 years, despite the theory being debunked by 2007. The false information was fully removed in August 2019, subsequently publicized in the media in October 2019 as "Wikipedia’s longest-standing hoax".[32][33][34]
  • Szacunek dla autorki
    Dziekujemy za pamiec
    *****
  • @Pedant 18:31:23
    Dziękuję za linki, ale nadal nie rozumiem jakie ma Pan dowody na to że taki obóz dla Polaków nie istniał ? Może Pan mieć jakieś niezrozumiałe dla mnie powody by tak sądzić.
  • @@@@!
    "Jako jedyny Niemiec wysokiej rangi chodził po Warszawie bez obstawy".. Halina Żelaska: To, jaką tragedią było powstanie, wiedzą tylko ci, którzy je przeżyli. Bo opowiedzieć się tego nie da…Wiedziałam, że muszę to zrobić tego dnia, żeby mój szef, niemiecki burmistrz Warszawy, Leist, nazajutrz rano załatwił zwolnienie w SS na Szucha, bo przecież nie on zwalniał ludzi, tylko SS na Szucha. Leist miał wspaniałą sekretarkę, pochodziła z Monachium, on z Murnau, czyli oboje byli Bawarczykami i katolikami. Przyszłam do niej i mówię, że mam problem, bo muszę poprosić szefa, żeby coś mi załatwił, a nie wiem, jak mam to zrobić. A ona mówi tak: Po prostu wejdź i powiedz mu zwyczajnie, że masz problem. Otworzyła drzwi i wepchnęła mnie do jego gabinetu. Stanęłam przed nim i po chwili mówię: W ostatnich łapankach ucierpiało bardzo dużo ludzi z Ratusza. Jeżeli nie zwolnimy ich ze Skaryszewskiej, to pojadą  do Niemiec, a nam zabraknie świetnych fachowców. Miałam na sobie niebieski fartuszek z białym kołnierzykiem, zrobiłam wielkie oczy, wyglądałam jak dziecko. Pokazałam mu tę listę, on ją przeczytał i mówi: Jeżeli chcesz, żeby to było jutro załatwione, to ta lista musi być zmieniona. Mam wrażenie, że nie ty ją pisałaś, bo ty jesteś inteligentniejsza. Chodziło mu o to, że było na niej równo 40 nazwisk, co mogło budzić podejrzenia. Poradził, żeby umieścić na niej 36, 37 i przynieść ją jeszcze tego dnia, żeby mógł nazajutrz wszystko załatwić. Oczywiście, że wiedział, jaki był rzeczywisty powód mojej prośby. To był inteligentny, życzliwy człowiek, jako jedyny Niemiec wysokiej rangi chodził po Warszawie bez obstawy, tylko na niego nie było żadnego zamachu. Potem były jeszcze trzy takie listy.

    (  )

    Miałam do czynienia ze złymi Niemcami i bardzo dobrymi, takimi, jak Leist, czy Jungmayerowa (szefowa kantyny w Pałacu Blanka), która pomagała Polakom, także aktorom w Teatrze Polskim.

    Na studiach medycznych przeszłam szkolenie, jak robić zastrzyki, ale w powstaniu robiłam absolutnie wszystko: nosiłam rannych do szpitala, drukowałam odezwy do mieszkańców Warszawy. Dostałam też zadanie opiekowania się panią Stefanią (nie chodziła), ikoną prezydenta Starzyńskiego, świetną sekretarką.

    W nocy z 3 na 4 sierpnia drukowałam odezwę do ludności Warszawy, setki egzemplarzy. Byłam tak bardzo zmęczona, że ledwo stałam na nogach. Nagle usłyszałam jakieś kroki. Pomyślałam, że to Dawidowski, a tu wchodzi trzech młodych mężczyzn, między innymi Baczyński, o którym słyszałam od Dawidowskiego, że on i jego dwaj koledzy nie dostali się na swój punkt na Wolę, bo za późno zawiadomiono ich o zbiórce, no i teraz szukają zajęcia. Moim zdaniem Baczyński absolutnie nie nadawał się na żołnierza, był wrażliwy i wątły. Nigdy w życiu nie powinien walczyć. Przypuszczam że był wielkim patriotą. Tak, jak mój chłopak, który po latach mówił, że gdyby nie wychowanie w duchu patriotycznym, to bez broni do powstania by nie poszedł. Mój chłopak dwukrotnie był na Dworcu Gdańskim. Gdy szedł po raz drugi, jego szef, major Rzeszotarski powiedział: Janusz, chroń  ludzi, przecież Niemcy są w bunkrach, mają karabiny maszynowe, a wy na całkowicie odkrytym terenie nie macie żadnych szans. Major sprzeciwił się wysyłaniu swoich żołnierzy na pewną śmierć, więc dowództwo AK z Żoliborza zdjęło go z funkcji dowódcy, co było tym straszniejsze, że pierwszego dnia powstania Niemcy rozstrzelali jego żonę i dwoje dzieci, a major mimo wszystko dowodził dalej…

    No więc kiedy Baczyński i dwóch jego kolegów weszli do pokoju, w którym drukowałam, na rotaprincie, takiej starej, bardzo głośnej maszynie, któryś z nich powiedział: No to nareszcie ustaliliśmy, skąd ten hałas pochodzi. Zauważyłam głośno, że Baczyński ma odznakę Agrykoli. A on mnie pyta, skąd wiem, że to Agrykola. Odpowiedziałam, że mój chłopak ma taką samą. Kiedy poznał jego pseudonim, ucieszył się: O, to mój nauczyciel, on mnie minerki uczył. (Rozminowania, robienia małych min, bo powstańcy idąc do walki nie mieli ani pistoletu ani karabinu, nic, dopiero potem, jak Anglicy zrzucili całe skrzynie broni, to powstańcy z Żoliborza zostali po zęby uzbrojeni, ale było już za późno).

    Tak sobie chwilkę rozmawialiśmy i Baczyński w pewnym momencie mówi: Jak tak dalej pójdzie, to powstania nie skończymy i w cholerę rozwalą nam całe miasto. Zdawał sobie sprawę z bezsensu nierównej walki. Zapytałam, jak dostać się na Mazowiecką, bo nie wiem, co z matką, boję się o nią. Baczyński na to: Też chciałbym wiedzieć, jak się tam dostać. Ale to raczej niemożliwe, bo cały plac wokół pałacu Brühlla obstawiony jest niemieckim wojskiem, z drugiej strony jest Pasta (jeszcze nie została zdobyta). Kiedy zaczęłam mówić, że albo nasze dowództwo nie ma rozeznania jak dużo jest niemieckiego wojska albo nie chce mieć, Baczyński uciął rozmowę: Nie mówmy na ten temat, to sprawa dowództwa. Byłam bardzo zmęczona, marzyłam, żeby chociaż godzinkę się przespać, więc poprosiłam całą trójkę: Pomóżcie, to prosta robota, ja bym na podłodze się przespała, dosłownie 15 minut, to by mi wystarczyło. Na co oni, że z przyjemnością. No więc ja natychmiast skuliłam się i zasnęłam jak kamień. Nie wiem jak długo spałam. Obudzili mnie, kiedy prawie wszystko wydrukowali.  

    Następnego dnia, 4 sierpnia, rozmawiam z kucharzem Koperskim, który z resztek żywności w magazynach gotował zupę dla powstańców i narzekał, że oddałam klucze do Ratusza, gdzie było więcej jedzenia, bo można by wyżywić więcej ludzi. I w pewnym momencie widzę przechodzących korytarzem tych samych trzech mężczyzn, w tym Baczyńskiego. Koperski krzyknął do nich: Panowie, tylko uwaga na okno, bo snajper zabił już tutaj dwie osoby. Dosłownie za chwilę widzę ich siedzących na parapecie, nie wiem, czy okno było otwarte, czy sami otworzyli. Ledwo ich zobaczyłam, a już słyszę krzyk, widzę, jak Baczyński pada. Stało się tak, jak mówił Koperski – snajper strzelił z dachu z naprzeciwka. Pobiegłam. Baczyński leżał na czerwonym dywanie, po lewej stronie głowy miał dziurę, nawet krew specjalnie nie leciała. Miał na sobie szaro – brązową marynarkę, zielone z sukna spodnie i buty z cholewami. Natychmiast przybiegł lekarz, siostry, ale nic nie dało się zrobić.

    *  *  *

    Link:
    https://zwierciadlo.pl/zwierciadlo-poleca/halina-zelaska-umierac-latwo-t...


    Dodatek...
    Archiwum historii mówionej Halina Żelaska „Zośka”, „Halinchen
                                                             
    ”https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/halina-zelaska,3414.html (link is external)"                                    
                                                                                         
    Kontynuacja nagrania zarejestrowana 28 października 2014 roku w Warszawie. Rozmowę prowadziła Urszula Adamowicz. Czy 1 sierpnia czuło się już nadchodzące Powstanie?
    Trudno powiedzieć, że się czuło. Oczywiście, że wśród przyjaciół i wszystkich tych, którzy byli zaangażowani w Powstanie, tośmy wiedzieli, że będziemy mieli zbiórkę, o której godzinie, i że Powstanie będzie. Tośmy wiedzieli już przed południem, rano. Ja dostałam wiadomość bardzo wcześnie rano, dlatego nawet rano z mamą poszłam do kościoła bardzo wcześnie, bo o siódmej, żeby mama mogła jeszcze być w kościele, żeby mama wyjechała zgodnie z planem. Miała pociąg gdzieś koło dziesiątej, a ryksza przyjeżdżała o dziewiątej i ja miałam natychmiast być w ratuszu. I na ulicy, jak biegłam do ratusza… Bo dzwonił do mnie już dwukrotnie Dawidowski, że bardzo prosi, żebym mimo wszystko natychmiast przyszła. Dawidowski, jak pani wie, był intendentem ratusza i tamże mieszkał. No i to był główny przywódca organizacji naszej w ratuszu. Bo ratusz miał własną organizację, oczywiście należącą do AK, ale rządził się własnymi prawami, ponieważ ratusz miał bardzo dużo rzeczy do robienia we własnym zakresie i w zakresie tym, który mu zlecała również armia podziemna, to znaczy rząd podziemny, bo tak to należało traktować, że AK było jakby ramieniem rządu londyńskiego. Więc on bardzo się denerwował, że ja nie przychodzę, a ja mówię, że muszę wyprawić mamę. I jak biegłam przez plac dzisiaj Piłsudskiego i potem Brzozową do placu Teatralnego, to w ogóle nie wyczuwało się w żadnym stopniu… Ludzie przynajmniej nie byli ani spanikowani, ani nie było jakiegoś specjalnego niepokoju. W każdym razie w tych miejscach nie czuło się absolutnie atmosfery, że coś się będzie działo. Nic nie było. Tak że do pracy dotarłam normalnie. W pracy wydałam szybko wszystko, co należało wydać panu Koperskiemu, to znaczy głównemu kucharzowi, [czyli] prowiant do jedzenia, ponieważ ja miałam klucze od magazynów żywnościowych, a taka była umowa między mną a Dawidowskim, że ja kluczy nikomu nie powierzam. I pamiętam, że o godzinie jedenastej przyjechał nasz zaopatrzeniowiec, pan Basiukiewicz, który był zaopatrzeniowcem właśnie dla tej kantyny niemieckich urzędników, i on przyjechał tym swoim trójkołowym samochodzikiem z prośbą do mnie, że chciałby zabrać do domu coś, bo przecież będzie Powstanie, a on nie ma w domu nic, co by stanowiło jakiś zapas. Niby twierdzą wszyscy, że to będzie trzy dni trwało, ale na wszelki wypadek on chciałby coś z magazynu wziąć, na przykład trochę jajek, ewentualnie klusek i jeszcze tam czegoś, marmolady czy czegoś, już nie pamiętam dokładnie. Ja powiedziałam: „Oczywiście, jak najbardziej. Pójdziemy do magazynu i weźmie pan to, co pan uważa za potrzebne dla rodziny. Wszyscy zresztą dostaną wszystko, co potrzebują”. On nie zabrał dużo rzeczy, ale zabrał tyle, ile chciał tam… Pamiętam, że z tą marmoladą to był taki kubełek z rączką, metalowy, to znaczy taki lekki on był, blacha lekka, a w środku taka marmolada, ja wiem, bardziej buraki i jabłka niż cokolwiek innego. W każdym razie zabrał to wszystko i pojechał. Pojechał i powiedział: „No to ja już tutaj nie jestem potrzebny”. Jak on pojechał, to gdzieś około godziny pierwszej – a obiad był wydawany, o ile sobie przypominam, o godzinie drugiej – przed pierwszą zadzwonił do mnie Dawidowski i mówi: „Słuchaj, ja nie mogę do ciebie przyjść, ponieważ już na placu Teatralnym…”. Ja mówię: „Wiem, widzę, że jest pełno wojska niemieckiego na placu Teatralnym i ja już słyszałam strzały w okolicach restauracji U Langnera”. To było po przekątnej, jak się z Trębackiej na plac Teatralny wychodziło, to był Teatr Wielki i po przekątnej była ta restauracja – idąc z Trębackiej, po prawej stronie ulicy, przy placu. Już widziałam bardzo dużo wojska i zastanawiałam się, jak to jest możliwe, że plac jest kompletnie wymieciony z ludzi, nie ma żadnego człowieka. Jest pusto i jest wyłącznie wojsko niemieckie. I on mi powiedział: „Nie mogę do ciebie przyjść, ponieważ… Musimy przecież wszystko ustalić, to, cośmy mieli do godziny czwartej ustalić, a tutaj okazuje się, że ja [nie] mogę już wyjść z ratusza. I co teraz zrobić?”. Więc ja mówię: „Zrobimy tak, że ja poproszę o klucze w…”. – „Czy masz chleb, no i ile tego chleba?”. Ja mówię: „No, przynajmniej ze trzy bochenki, bo tak to nie będę miała pretekstu, żeby otworzyć [drzwi] na półpiętrze do ratusza, które są zawsze zamknięte i klucze są zawsze na wartowni. Więc ja powiem, że potrzebuję, żeby przyszedł wartownik z kluczami, ponieważ potrzebuję chleb. A chleba nie mamy, nie ma zaopatrzeniowca, nie przyjechał, my nie mamy chleba do obiadu i potrzebujemy chleb. I ratusz nam da chleb, ale musi ktoś otworzyć mi te drzwi”. W związku z tym ten komendant tej wartowni powiedział: „Dobrze, to ja wyślę pani żołnierza z kluczami”. I przyszedł taki młody człowiek z kluczami. Aha, i jeszcze powiedziałam do Dawidowskiego: „Tylko jak będziesz miał ten chleb, to przygotuj sobie wszystko, co masz do powiedzenia mnie, a ja wiem, co mam powiedzieć tobie. Żeby biorąc ten chleb, szybko powiedzieć. Ja chleb siłą wpakuję temu wartownikowi i powiem: »Proszę to zanieść do kasyna«, a sama będę zamykała drzwi. Dlatego przy nim raz będę w prawo kręciła, a raz w lewo. Dlatego żeby drzwi były otwarte. Bo mam pomysł, co zrobić dalej. I ja ci to szybko muszę powiedzieć”. – „Ale o co chodzi?” – „No nie wiem, czy mam podsłuch, czy nie, w każdym razie nie sądzę. Zresztą tu już nikt po polsku nie mówi. Ja bym chciała, żeby plan był taki, żeby wszyscy żołnierze weszli schodami, które ja zostawię wyłożone czymś, na przykład obrusami, żeby weszli do stołówki i wszystkich od razu mieli na muszce, dlatego że, tak jak się dowiedziałam, powiedział już mi Czesio, wszyscy są uzbrojeni. Wszyscy mają krótką broń w pracy”. Widocznie od paru dni byli uzbrojeni. Nie wiem, bo ja przyszłam na trzy dni przed Powstaniem, bo przedtem zadekowałam się w szpitalu, bo przecież oni chcieli, żebym ja pojechała razem z nimi, jak się wynosili. Więc ja mówię: „Ja mam cały plan gotowy i musisz szybko to wszystko wysłuchać, i wszystko uzgodnić, i co masz do powiedzenia, to musi być błyskawicznie, żebym ja mogła, zamykając drzwi, żebyś mi wszystko mówił. Ja powiem najpierw, a potem ty. I będę te chleby oglądała i będę patrzyła, czy dosyć, czy nie, będę mówiła. Nie wiem, czy dość, czy nie. Będę wtykała temu żołnierzowi jeden na drugi szybko i będę…”. Powiedziałam: „No to luks. Niech pan idzie do kucharza, a ja zamknę drzwi”. I on stał i patrzył. Więc ja te drzwi zamykałam tak, tak, tak… I mu klucz oddałam do ręki. I Dawidowskiemu powiedziałam: „My będziemy wszyscy w białych fartuchach na dole o piątej. Wy musicie… Część wojska powinna przyjść schodami wyłożonymi przeze mnie obrusami, żeby nie było niczego słychać, tylko żeby cichutko weszli, stanęli w drzwiach i wszystkich od razu mieli na muszce, a drugą część przyprowadzić powinien Czesio Bubis pod piwnicami”. Bo w pałacu Blanka były piwnice i podpiwnice. Te podpiwniczenia nie były Niemcom w ogóle znane. Oni w ogóle nie wiedzieli, że istnieją podpiwniczenia. Notabene te piwnice kryły szczątki ogromnej ilości piszczeli, czaszek. Nie wiem, skąd to było? Myślałam nawet pójść, bo tam był konserwator zabytków w pałacu Blanka, myślałam nawet tam pójść, powiedzieć i zapytać, żeby oni może to zbadali, skąd to się tam wzięło. Ponieważ jak z Czesiem Bubisem organizowaliśmy przerzuty do ratusza jedzenia, na przykład beczułkę masła, na przykład skrzynkę jajek, na przykład dwie skrzynie czy trzy alkoholi i różnych takich rzeczy… Myśmy cały czas zaopatrywali ratusz w artykuły żywnościowe. Dzieliła te artykuły sekretarka prezydenta Starzyńskiego, pani Stefania. Więc Czesio, który znał te przejścia i kiedyś pokazał mi, bo ja chciałam wiedzieć, którędy on to taszczy… Bo on zawsze najpierw do piwnic szybciutko odkładał to, cośmy organizowali, przychodził zaraz, żeby nie było tego, że przyjdzie ten Niemiec i nie ma Czesia, tylko jak nie było tego szefa, szef powiedział: „Wiesz co, idź sama i sama to wszystko załatw, mnie się nie chce. A Czesio poprzynosi”. To był taki program, że mówiłam: „No to najpierw nosisz do piwnicy, przychodzisz i załatwiamy swoje sprawy normalne”. Więc kiedyś, jak wiedziałam, że ten szef poszedł się położyć, bo powiedział, że miał jakiś zastrzyk robiony przez ich lekarza i że pójdzie się położyć tego dnia, to powiedziałam: „Czesiu, pokaż mi, którędy ty te rzeczy targasz”. A on mówi: „Proszę bardzo”, i pokazał mi. Szliśmy piwnicami, potem był uskok w dół i dopiero szło się wtedy… nierzadko on szedł na kolanach, przed sobą to popychając. To nawet były sporej wysokości te podpiwniczenia, bo nie można było stanąć, ale nie było tak, że na przykład na brzuchu trzeba było się czołgać, tylko jak człowiek nie był zbyt duży, to mógł bardzo schylony przejść. Jeżeli był wysoki, to musiał na kolanach przechodzić. Więc jak zobaczyłam tę ilość piszczeli, czaszek, różnych takich rzeczy, to zwiałam stamtąd z przerażenia i powiedziałam: „Ja tu więcej w ogóle nie przyjdę. Że ty w ogóle się nie boisz tędy chodzić”. A on się zaczął śmiać i powiedział: „A czego się mam tych kości bać? To jakbym się bał, to bym w ogóle niczego nie mógł przenieść do ratusza”. Ja mówię: „No, oczywiście, to dobrze, że się nie boisz, bo ja bym nie przeszła tędy”.W każdym razie ustaliłam, że część żołnierzy powinna przejść z… Ja poślę wcześniej Czesia Bubisa, żeby on ich przeprowadził pod piwnicami. Bo jak się wychodziło z piwnicy, to był dosłownie tylko przez podwórko rzut beretem do wartowni. Jeżeli oni wyszliby z tego i wylecieli, to najwyżej straciliby trzy, cztery osoby, nie więcej, ale natychmiast opanowaliby całą wartownię.Tymczasem sprawa potoczyła się inaczej. To znaczy pierwsza część, tak jak powiedzieliśmy, zeszli po tych schodach, po obrusach i wszystkich urzędników w czasie zupy… Bo ja to obliczyłam, [jak] kiedyś niosłam zupę, [więc] powiedziałam tylko, o której godzinie powinni już być. I to była godzina druga dziesięć, druga piętnaście, czyli u nas to Powstanie nie było wcale o godzinie piątej, tylko zaczęło się przy obiedzie. A druga część… I myśmy wszyscy, jak kelnerki zniosły zupę na dół, to kelnerki już były w białych fartuszkach, kucharze byli w białych fartuchach, a cały personel, to znaczy te panie, które zmywały kotły i naczynia, te, które pomagały, to dostały szybko fartuszki, ja też się ubrałam w fartuch, i wszyscy zjechaliśmy, część windą, część schodami na dół, tak jak było ustalone, żeby żołnierze mogli odróżnić nas od Niemców. Więc było powiedziane, że my, wszyscy Polacy, będziemy w białych fartuchach. Tak to wszystko ustaliłam z Dawidowskim. Rzeczywiście, ci, którzy zeszli po schodach, to się wszystko udało. Ci, którzy wpadli podpiwnicami, nie byli wszyscy, tylko dowództwo inaczej pomyślało cały ten zamach, całe to wejście, że tak powiem, na wartownię. Dlaczego sobie wymyślili spuszczanie ludzi z okien po linach, to tego do dzisiaj nie wiem. I to jest dla mnie do dzisiaj… Zresztą nikt chyba nie chciałby już do tego wracać i przyznawać. Myślę, że dowódcy to już na pewno, bo byli starsi dużo, to już nie żyją, ale nie chcieliby się do takiego blamażu przyznać, ponieważ było to najgłupsze z rzeczy, jakie mogli zrobić. Ponieważ Niemcy jak zobaczyli, że po linach spuszczani są ludzie, to do nich jak do kaczek wszystkich strzelano, a my przez okienka w piwnicy patrzyliśmy, jak oni spadają na beton, na tę betonową posadzkę. Płakaliśmy wszyscy jak bobry w tej piwnicy. Nie mogliśmy sobie dać rady z tym, jak można i dlaczego. Dlaczego, skąd taki pomysł, żeby spuszczać po linie z okien ludzi? Wtedy kiedy tam już nie było urzędników, to oni po prostu drzwi wyważyli, weszli i po linach spuszczali całą masę tych młodych ludzi. Naturalnie z tych, których spuszczali po linach, nie przeżył żaden. "                                                              LEGENDE.                                                        
    Stadthauptmannschaft Warschau                                          
    Starostwo Miejskie w Warszawie  
  • @chabor 20:06:43
    "Dziękuję za linki, ale nadal nie rozumiem jakie ma Pan dowody na to że taki obóz dla Polaków nie istniał ?"

    Istniał, tylko nie taki. Mniejszy znacznie i bez takiego znaczenia czy charakteru. Co do dowodów, to sprawa jest z grubsza zbadana, na długo zanim tę nową hagadę zaczęto rozwijać.

    "Może Pan mieć jakieś niezrozumiałe dla mnie powody by tak sądzić."

    Mam alergię na ściemę. Z każdej strony. Czy naprawdę jest to dla Pana niezrozumiałe?
  • @
    Co sie dzieje? W srodku tekstu upierdliwie wyskakuje zawiadomienie o korzystaniu z tzw. ciasteczek / ciasteczek, hm../
    Zwykle pojawialo sie to dobrodziejstwo raz, teraz do znudzenia !
  • @morgan 22:49:37
    Tylko spokojnie, to temat bardzo wrażliwy i drażliwy dla niektórych, trzeba zachować spokój, jeszcze jedna kawa do tych ciasteczek i będzie ok. Pozdrawiam serdecznie

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031